PROLOG.
Było już ciemno.
Wybiegła z domu.
Płakała.
Jej oczy z każdą kolejną łzą wydawały się coraz większe i bardziej zielone, a jej rzęsy jeszcze dłuższe.
Pięknie wyglądała jak płakała.
Biegła, bo chciała uciec.
Było mocno po 23, wszędzie śnieg. W końcu mamy gwiazdkę.
Pobiegła na ulice.
Chciała uciec do domu, w którym czuła się bezpiecznie.
Do domu, w którym mieszkali jej przyjaciele.
Tam, gdzie sama kiedyś mieszkała.
Nagle poczuła jak ktoś zakrywa jej silną dłonią usta.
-Cześć kochanie, czemu uciekłaś? Nie myślałaś chyba, że ci na to pozwolę. Och zawsze miałaś takie niesamowite poczucie humoru.
Coś mu od bełkotała.
-Ależ kochanie, czemu tak głupiutko zrobiłaś? Przecież wiesz, że każdy twój czyn niesie za sobą konsekwencje, prawda? Sama mnie tego uczyłaś, jeszcze przed chwilą, o, tam w domu...
Znów coś zabełkotała.
-Kotek możesz przecież wrócić ze mną do domu, ale jeśli nie chcesz ze mną wracać, no to cóż, nie wrócisz.
Nagle wybiła mu w brzuch swój łokieć, a gdy ten skulił się z bólu, ona zaczęła uciekać. Dobiegła do furtki od ogrodzenia domu jej przyjaciół. W tym momencie ją dopadł. Złapała się furtki, ale on próbował ją odciągnąć od niej. Krzyczała. Chciała ich obudzić. Gdy ona wolała o pomoc coraz głośniej, on zatkał jej usta dłonią, a drugą ręką wyjął z kieszeni rozkładany nóż. Szybkim ruchem go otworzył. Już po chwili ostre narzędzie znalazło się w jej ciele. Kaleczył jej wnętrze powoli i bardzo boleśnie. Jeszcze ciepła z powodu adrenaliny krew zaczęła wypływać jej z ust. on nagle wyjął broń z jej brzucha, a krew, którą na nim zobaczył wytarł o jej policzek. Ból był tak przeszywający, że nie miała siły wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Krew spływała z jej ust coraz szybciej, a biała sukienka w miejscu nacięcia była już bordowa. Spokojnym ruchem położyła swoje dłonie w miejscu gdzie przed chwilą był nóż jej narzeczonego. Twarz i szyję miała prawie całe we własnej krwi. Czerwona ciecz zaczęła spływać również po jej nogach. Nie potrafiła, nie miała sił by krzyczeć.
-To teraz kochanie, chcesz ze mną wrócić do domu, czy zostać tutaj i wykrwawić się na śmierć? Wiesz, że zawszę chcę dla Ciebie jak najlepiej, prawda kotku?
Milczała. Jedynie przełknęła swoją własną krew.
-Rozumiem, że to oznacza tak. Dobrze, że się już nie wyrywasz skarbie, bo mogłaby Ci się stać krzywda.
Złapał ją od tyłu za kark i prowadził półżywą do ich mieszkania.
Szli ciemną, mocno ośnieżoną drogą. Zostawiali po sobie ślady w postaci krwi jego ukochanej.